Idzie wiosna. Trąbią o tym wszędzie.
Radio, prasa, telewizja, Internet, ludzie. Tylko ja się pytam, gdzie kurde ona
jest? Wieje, leje, ciemno, zimno, szaro-buro. I jak na razie tą nadchodzącą
wiosnę można dojrzeć jedynie w pojawieniu się nowej ramówki w TV. Niestety.
Wystartował nowy X factor. Bardzo lubię ten format, oglądałem dosyć
namiętnie 1. sezon i od niemal samego początku kibicowałem właśnie Gienkowi
Losce (swoją drogą muszę nieskromnie przyznać, że mam jakiś odgórny dar
przewidywania wygranych w programach rozrywkowych typu talent show). Jak na
razie pojawiły się dopiero 2 odcinki nowego sezonu i nie można jeszcze zbyt
wiele powiedzieć o uczestnikach. Pożyjemy, zobaczymy. Co do X factora, to ja
sam mam ogromny problem z jury. Wojewódzki (który rzeczywiście potrafi być
zabawny), zaczął denerwować mnie już jakieś dobre półtora roku temu. Bardzo nie
podobała mi się jego gra ludźmi w 1. sezonie - wszystko tylko po to, aby zwyciężył
jego dom jurorski. Nieważne, czy ktoś był lepszy od ludzi z jego teamu, ważne,
żeby jak najszybciej się go pozbyć. Jak dla mnie brutalne, bo z założenia to
program o śpiewających ludziach, a nie o jurorach (chociaż Kuba rzeczywiście
potrafi ciekawie przygadać i czasami być przy tym zabawnym...). Czesława bardzo
lubię i szanuję za jego muzykę i artystyczną wrażliwość. I chyba tylko za to,
bo niestety w każdym kolejnym wywiadzie robi z siebie coraz większego idiotę.
Naprawdę tego nie rozumiem, bo przecież ktoś taki jak on nie musi zwracać na
siebie uwagi w tak płytki sposób, w jaki to robi. No i jest jeszcze nowa
jurorka - Tatiana Okupnik, przedstawiana jako wokalistka, której najnowsza
płyta sprzedaje się znakomicie w całej Europie. Śmiech na sali. No ale jest
chociaż na kim oko zawiesić, są łzy, śmiech, taniec, polewanie się wodą na
stole, czyli emocje będące podstawą wszystkich programów stacji TVN. No nic, ja
tam mam ich całą trójkę w poważaniu i czekam na pojawienie się prawdziwego
talentu, który w niewymuszony sposób zawojuje wreszcie polską sceną muzyczną.
Bo czy ktokolwiek zwrócił większą uwagę na nowy singiel Gienka czy Michała
Szpaka? Ktoś pewnie tak, ja niestety nadal jestem nieusatysfakcjonowany. I
wciąż czekam na pierwszą płytę Damiana Ukeje!
Kuchenne rewolucje to jeden z moich ulubionych programów tej stacji.
Pewnie mnie wyśmiejecie i rozszarpiecie na strzępy, ale cóż. Kocham Magdę
Gessler miłością nieskończoną. Po prostu, tak już mam. Zawsze lubiłem ludzi
kontrowersyjnych (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i do bólu otwartych. Stąd
to zaskakujące nawet mnie samego uczucie... Program wciąż trzyma bardzo dobry
poziom. Najnowsze odcinki nie różnią się niemal niczym od tych z 1. sezonu i
właśnie to jest ich główną zaletą. Gessler nadal jest bezlitosna, wredna,
arogancka i przy tym tak szalenie dobroduszna. Nie zawsze pochwalam jej
zachowanie, ale trzeba przyznać, no udaje jej się. Poza tym naprawdę uwielbiam
patrzeć, jak gotuje te wszystkie przepysznie wyglądające potrawy. Cenię ją też
za to, że nie gwiazdorzy. Wciąż pozostaje taka sama, bezwzględnie mówi, co
myśli i właśnie dzięki temu zyskała tak wielkie grono fanów. Nie wiem, czy
wiecie, ale w minionym roku zdobyła ona bardzo dużo nagród za swą działalność.
Gorąco polecam jej bloga i liczne wywiady z nią, w których można poznać ją z
zupełnie innej strony. To przede wszystkim niezwykle życzliwa i bardzo dobra
osoba, która w swym życiu naprawdę wiele przeszła. I tą bijącą szczerość
i prawdziwość od razu w niej widać i ja osobiście bardzo to cenię ;)
No i na koniec zostawiłem sobie, jak to mówi wspomniany wcześniej Czesław,
"wiśniówkę na torcie". Woli i Tysio. O mój Boże. Za jaką karę
i za jakie grzechy. Czy ktoś z Was też to oglądał? Jeśli nie, cieszcie się i
radujcie. Dwa francuskie pieski (sorry, inaczej ich nazwać nie można) w osobach
słynnego projektanta Dawida Wolińskiego i światowej sławy fotografa Marcina
Tyszki sprząta łajno słonia na oczach całej Polski. Wiecie co w tym
najsmutniejsze? Że to naprawdę nie było ani trochę zabawne. Jestem przekonany,
że na twarzy każdej oglądającej to osoby pojawił się jakiś niezidentyfikowany
grymas, który pozostał na niej długo jeszcze po obejrzeniu tego chłamu.
Słownictwo naszej salonowej elity pozostawia naprawdę wiele do życzenia.
Zastanawiam się, jak w ogóle Edward Miszczak pozwolił, aby coś takiego znalazło
się w najnowszej ramówce jego stacji... Bo to, że tych dwoje jest w stanie za
pieniądze robić z siebie totalnych idiotów (chociaż ja po tym jednym, jedynym i
z pewnością jak dla mnie ostatnim odcinku mam ich za niewychowanych,
pozbawionych resztek kultury i zapatrzonych w siebie prostaków) jest chyba
oczywiste... O zgrozo! Wstyd, naprawdę wielki wstyd. Oby nie był to początek
jakiegoś nowego nurtu w telewizji, bo hipopotam załatwiający swe biologiczne
potrzeby na rozbawionym Wolińskim jest bez wątpienia nie do przełknięcia (nie
uwłaszczając hipopotamowi...).
Są też nowe sezony Must be the music, You can dance, Bitwy na głosy i jakiś
nowy program o tańcu na Polsacie, ale przecież życie jest zbyt piękne, aby
spędzać je przy telewizorze. Poza tym ostatnimi czasy czuję naprawdę
obrzydzenie do większości tych polskich gwiazdeczek, które za pokazanie się na
pokazie czy otwarciu sklepu dostają kupę forsy. I sam rozważam pomysł zostania
celebrytą. Jak na razie nie przychodzi mi do głowy nic, dzięki czemu mógłbym
"zaistnieć". Że też nie każdy rodzi się z nazwiskiem Grycan... Co
prawda przyjaciele radzą mi nagranie sex-tape, ale sam nie wiem, czy to dobry
pomysł... Swoją drogą uważam, że ja osobiście byłbym znacznie ciekawszy i o
niebo zabawniejszy od jakiegoś tam Tyszki. Zabrałbym ze sobą kamerę na zajęcia
na uczelnię, do auta B., na imprezki. Ludzie nie tylko dowiedzieliby się wielu
istotnych rzeczy (np. o samoniezgodności czy teście chi kwadrat, sic!), ale i
nieźle ubawili. Pffff, nie będą Tyszki pluć nam w twarz!
Przez ostatnie kilka dni nie miałem Internetu i dokonałem szokującego odkrycia
- ile to człowiek ma wolnego czasu bez tych wszystkich portali
społecznościowych, forum i skrzynek mailowych. Przede wszystkim zdołałem
nadrobić kilka znajomości, co ogromnie mnie ucieszyło. I w związku z tym
postanowiłem sobie, niczym Pani Barbara Kwarc, ogłosić Soboty Bez Internetu.
Tak. Wiem. Nie uda się.
Co jeszcze? Ano byłem w kinie. Miał być
"Kac Wawa", na całe szczęście był "Sponsoring". W
końcu udało mi się obejrzeć najnowszy film Szumowskiej i z ręką na sercu daję
mu dobre 7 punktów na 10. W ogóle cała ta notka miała być ogromną recenzją
(może w sumie to byłoby ciekawsze, ale cóż), ale chyba właśnie owy ogrom mnie
przytłoczył. W związku z tym nie napiszę o metaforze "niedomkniętej
lodówki" i nie dokonam charakterystyki portretu psychologicznego głównej
bohaterki, granej przez Juliette Binoche, która zwykłym uniesieniem brwi
potrafi zmienić poważną rozmowę dwójki bohaterów w przepełnioną ironią grę
słów. To bez wątpienia wielka aktorka, chociaż trzeba przyznać, że i nasza
polska Joanna Kulig dała radę - nie dość, że zagrała NAPRAWDĘ odważne sceny
erotyczne, to naprawdę interesująco zbudowała swoją postać. No i jej
francuski... Czy tylko ja nie słyszałem różnic w akcencie pomiędzy nią a
rodowitymi Francuzami? Uwielbiam słuchać tego języka i na pewno kiedyś się go
nauczę! Janda i Chyra grali naprawdę krótkie epizody, więc nie można o nich
zbyt wiele napisać... Jeśli ktoś jeszcze nie widział filmu i się na niego
wybiera, to ważne jest też to, aby wiedział, że to wcale nie jest film o
sponsoringu. Francuskie "Elles" oznacza "One" i właśnie
"O Nich" jest ten film. Jest na zmianę brutalnie, melancholijnie i
nudno, ale właśnie dzięki temu poznajemy naprawdę bardzo intymne oblicze
głównej bohaterki. Na mnie duże wrażenie zrobiła też muzyka (pamiętna scena
przy stole czy taniec Anny i Alicji). Poniżej wklejam link do jednej z piosenek
z filmu. Klip może na zmianę przerażać i fascynować, ja jednak pozostaję przy
słuchaniu bez oglądania go ;)
ps: czy Was też wpędza
w jakiś dziwny stan marazmu? ;)
ps2: jeśli czytacie, to
polubcie proszę znacznik facebooka na samym dole strony - dzięki temu jest
szansa, że blog trafi do szerszego grona odbiorców :) no a teraz uciekam
nadrabiać seriale, bo przecież L. "musi z kimś o tym pogadać" ;)
ps3 (dla
wtajemniczonych): nigdy nie będę hodowcą roślin! nigdy nie pójdę w pole! i
nigdy nie "popaczę"!

Oglądam i ja, te śpiewacze programy. Moim zdaniem, poziom staje sie tak nisko żenujący, że aż mi głupio, słuchając tych ludzi. Na cały program przyjdzie może ze 2, którzy okazują sie profesjonalistami, pracującymi w zawodzie od dziecięcych lat.
OdpowiedzUsuńJest mi przykro.
wideo znakomicie dopełnia utwór muzyczny
OdpowiedzUsuńmistrzostwo!
Pio, oglądałeś Kuchenne Koszmary na BBC? pierwowzór? Magdę lubię, ale bez porówniania do Gordona:)
OdpowiedzUsuńluk.
Właśnie jak na razie Gordon jest mi obcy, a słyszałem wiele pochlebnych opinii. Polecasz? ;)
Usuńjak najbardziej:D
Usuń