Na samym początku pragnę przeprosić za to, że nie pisałem przez cały miesiąc, ale złożyło się na to naprawdę dużo czynników. Po pierwsze, nie miałem na to czasu (to jest zawsze najlepsze wytłumaczenie!). Po drugie, nie chciało mi się. A po trzecie, bo po co? Trzeba przyznać, że przez miniony miesiąc miałem trochę pod górkę i to przede wszystkim przez samego siebie, no ale cóż, takie życie. Bardzo nieprzyjemny jesienny mikroklimat też nie sprzyja wenie, a wręcz przeciwnie - powoduje jakąś dziwną chandrę. Pojawił się również tzw. czynnik rodzinny - zostałem wujkiem, co niezmiernie mnie cieszy (M. jest najsłodszy na świecie!), ale z drugiej strony taka wiadomość może wpędzić w kolejną chandrę. Bo przecież starość nie radość, prawda? Chociaż co mają powiedzieć ci, którzy w tym samym momencie zostali babcią i dziadkiem? Haha, gorące pozdrowienia z tego miejsca dla nich :) No, ale dosyć prywaty! Przejdźmy do rzeczy. O "Pokłosiu" Pasikowskiego, który bez wątpienia można uznać za najbardziej kontrowersyjny film roku, powiedziano i napisano już chyba niemal wszystko. Ja jednak film widziałem dopiero wczoraj. I jako, że poruszył mnie naprawdę dogłębnie, chcę właśnie jemu poświęcić tą listopadową notkę.
Pasikowski oparł fabułę na historii, jaka miała miejsce w Jedwabnem. Doszło tam do pogromu żydowskiego. W całej sprawie najistotniejsze (co jest karygodne, bo przecież zginęli tam ludzie!) zdaje się być to, iż za owy pogrom odpowiadali Polacy. Zginęło 340 Żydów, z czego 300 zostało spalonych żywcem w zamkniętej stodole. Bohaterowie filmu Pasikowskiego, dwaj bracia (znakomicie Ireneusz Czop i Maciej Stuhr w tych rolach) starają się poznać historię, jaka wydarzyła się przed laty w ich miejscu zamieszkania. A jako, że jest to historia bardzo niewygodna dla mieszkańców tej niewielkiej wsi, sami z góry skazują się na "walkę z wiatrakami". Oczywiście z biegiem czasu wychodzi na jaw, że za pogrom Żydów we wsi odpowiadają nie Niemcy, a jej dawni mieszkańcy, Polacy. I to jest właśnie najmocniejszy punkt całej tej historii, polski antysemityzm. Punkt, przez który Pasikowski oraz Czop i Stuhr zostali zmieszani z błotem. Bo niby jak polski reżyser może stworzyć film, w którym pokazuje tak okrutne oblicze Polaków? I jak w ogóle Maciek Stuhr śmie wypowiadać się, że szalenie cieszy się, iż mógł zagrać w tym filmie i przyczynić się do propagowania prawdy? Prawdy? Jakiej prawdy?! Przecież to wszystko brednie! Kłamstwa i głupie slogany powtarzane przez lemingów wierzących ślepo w Lisa, Tuska czy Wojewódzkiego... I właśnie tym sposobem od dobrego, a wręcz znakomitego filmu doszliśmy do kolejnej afery, do kolejnych kłótni, afer, awantur i wzajemnych oskarżeń... A przecież to tylko 107-minutowy fragment historii... Historii, która pomimo bycia nieco przerysowaną, powinna nas skłonić do samodzielnych refleksji...
O antysemityzmie miałem napisać już kiedyś, po przeczytaniu serii artykułów o Żydach w jednym z polskich tygodników opinii. Chociaż wszyscy starają się to negować, problem istnieje. Bo przecież każdy z nas słyszał, albo nawet opowiadał kiedyś przynajmniej jeden kawał o Żydach. Bo przecież chyba nie ma miejscowości bez budynku, na którym widnieje uroczy napis w stylu: "Z okazji walentynek j***ć Żydów". I chyba każdy z nas powiedział kiedyś do kolegi czy koleżanki: "no weź, nie bądź takim Żydem!". Te wszystkie slogany, kawały i teksty są tak powszechne, że nawet nie zwraca się uwagi na to, jaki mają wydźwięk. A gdyby tak zamienić w każdym z nich słowo "Żyd" na słowo "Polak" albo na swoje imię? Czy wtedy dowcip będzie równie śmieszny? Czy będzie nam miło? Jak się poczujemy? Wyobraźcie sobie zatem, co czuje i co myśli sobie owy Żyd słysząc to i tamto. A przecież, na Boga, mamy XXI wiek! Właśnie takie refleksje wysnuł Pasikowski po przeczytaniu kontrowersyjnej książki "Sąsiedzi" Grossa opisującej pogrom w Jedwabnem i natychmiast przelał je na papier w formie scenariusza. W tym momencie warto wspomnieć o tym, jakie problemy napotykał. Scenariusz powstał już w 2005 roku (7 lat temu!), jednak nikt nie chciał mu pomóc w realizacji ze względu na "trudny i niewygodny temat". Państwowy Instytut Sztuki Filmowej odmówił dofinansowania, producentowi nie pomogło wsparcie wybitnych osobowości, nawet Bogusław Linda odmówił zagrania roli w filmie twierdząc, że jego treść jest niezgodna z jego przekonaniami! A przecież to tylko film! Zastanawiające, dlaczego akurat właśnie ten film napotkał na swej drodze tyle przeszkód, podczas gdy badziewia w stylu "Kac Wawa" czy "Wyjazdu integracyjnego" realizowane są niemal od razu... Moim zdaniem jest to spowodowane tym, że najtrudniej "przyznać się do trupa we własnej szafie". Smutne i skandaliczne jest to, że w dzisiejszych czasach ludzie wciąż boją się mówić prawdę, nawet tą bolesną i niewygodną. Historia w filmie jest oczywiście przerysowana, ale to dlatego, aby miała jeszcze większy wydźwięk. Nie rozumiem też, dlaczego wszyscy nagle rzucili się na Maćka Stuhra.
Przecież nazywanie go Breivikiem, Żydem czy "anty-Polakiem" jest czystym
idiotyzmem. Nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle aktorowi przypisuje się
poglądy granej przez niego postaci. Nie da się ukryć, że problem polskiego antysemityzmu istnieje i spotykamy się z nim codziennie czytając hasła wypisane na klatkach schodowych czy ścianach budynków. I muszę w tym miejscu napisać, że kompletnie nie rozumiem osób, które na różnych forach i portalach wypisują, iż w trakcie seansu wybuchały śmiechem z powodu tego, jak bardzo pozbawiona sensu jest fabuła. Jaka by ona nie była, chodzi w niej o śmierć ludzi. Trzeba być zatem pozbawionym jakichkolwiek uczuć debilem, aby śmiać się z czyjejś śmierci. To tyle w tej kwestii.
Mnie w całej historii bardziej uderza jednak jeszcze coś innego, a mianowicie powstanie dwóch obozów w Polsce, zwolenników i przeciwników "Pokłosia". Do grupy tych pierwszych przypisuje się lewicowych lemingów, a do drugich skrajnych prawicowych dziobaków. No i czy to nie jest śmieszne? Dlaczego w Polsce przez ostatnie lata wciąż tworzą się przeciwne obozy? Dlaczego każdego próbuje się przypisać do jednej z tych dwóch grup i dlaczego wszystko widzi się jedynie w bieli lub w czerni? Szlag mnie trafia, kiedy wciąż czytam w prasie o wzajemnych oskarżeniach! Najgorsze jest to, że oskarżają się już nie tylko politycy, ale też ludzie mediów (jak np. Kukiz) czy zwykli internauci, którzy anonimowo wyrzucają z siebie jad przy każdej możliwej okazji... Ileż można słuchać w radio o zamachu i kulcie religii smoleńskiej? Bo chyba właśnie takiego określenia trzeba używać względem ludzi ślepo wierzących w zamach... Jak można wypuścić w Polskę nierzetelny artykuł o znalezieniu trotylu na wraku samolotu i oskarżać o zamach (a nawet, cytując prezesa PiSu, "o zamordowanie") niewinnych ludzi? Z drugiej strony, jak można było dopuścić do tego, aby w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej znajdowały się inne ciała? Jak to jest możliwe, że wciąż nie wiadomo, kto wykonał połączenia z telefonu prezydenta Kaczyńskiego już po wypadku i jego śmierci? Przecież właśnie takie niewyjaśnione sprawy stwarzają wątpliwości i sprawiają, że mamy do czynienia z coraz większą liczbą prawicowych ekstremistów w Europie! A potem się dziwimy, że jakiś tam Brunon K. chciał wysadzić sejm... Chociaż akurat ta sprawa też ma drugie dno i można by się nad nią bardzo długo rozwodzić, a chyba w tej notce nie ma już na to miejsca. Podsumowując, rzekomo antypolski film wywołał kolejną wojnę polsko-polską, kolejny podział i kolejną serię wyzwisk...
Moim zdaniem każdy powinien obejrzeć "Pokłosie" Pasikowskiego. Nie zgadzam się z tezą dotyczącą jego antypolskości, a wręcz uważam, iż przesłanie filmu jest odwrotne. Zgadzam się ze słowami prof. Głowińskiego, który w jednym z wywiadów powiedział, że "(...) tylko społeczeństwa dojrzałe, na najwyższym poziomie kultury, są w stanie mówić o tym, co w ich historii jest niechwalebne". Uważam, że powinno powstawać jak najwięcej filmów tego typu i kieruję do pana Pasikowskiego naprawdę ogromne ukłony z mojej strony. Polecam też wszystkim gorąco film pt. "Chłopiec w pasiastej piżamie" - robi niesamowite wrażenie! Moją notką nie chciałem nikogo urazić. Jeśli ktoś, kto nie zgadza się z moimi słowami czuje się obrażony, przepraszam. I jednocześnie zachęcam do dyskusji w komentarzach.
Na koniec fragment wywiadu z Pasikowskim:
dziennikarz: Jak pan reaguje dziś, gdy ktoś w pana obecności rzuca antysemicki dowcip?
Pasikowski: Mam takie powiedzenie zapożyczone od Pawła Edelmana: "są, k***a, żarty, które mnie nie śmieszą". Na ogół to jest jak kubeł zimnej wody wylanej na łeb żartownisia.
dziennikarz: "Dla spokoju ducha to robię" - powiedział pan kiedyś o "Pokłosiu". Udało się go panu osiągnąć?
Pasikowski: Nie.
I jeszcze świeżutki singiel Damiana Ukeje! (po nowym roku płytaaaaa! :))
Komentujcie! :)
