Ostatnie dni raczej mnie nie rozpieszczały. Z powodów znanych tylko samemu Panu Bogu, przez kilka ostatnich dni jakoś wciąż było mi "nie po drodze". I to w wielu kwestiach. Złośliwość rzeczy martwych? Niekoniecznie. Niestety, nie zawsze za całe zło da się winić to, co nieożywione. Ja naprawdę bardzo wierzę w ludzi, w ich szeroko-pojętą dobroć i bezwarunkową chęć niesienia pomocy. Jak na ironię, wszechświat ostatnio zupełnie mi się przeciwstawił i to jeszcze w okresie przedświątecznym, kiedy przecież wszyscy tak bardzo olśniewają blaskiem swych aureoli i tak bardzo chcą czynić dobro, że czasem aż chce się rzygać. No niestety, mnie jakoś pomóc nikt nie chciał, a Ci, od których pomocy mógłbym najbardziej oczekiwać, byli poza moim zasięgiem (dosłownie i w przenośni). W jednej chwili straciłem swoją wielką wiarę w ludzi, w ich bezinteresowność i dobroć. Jednocześnie zdałem sobie sprawę, jak ogromnym frajerem byłem przez te wszystkie lata, kiedy niejednokrotnie byłem "na skinienie" niektórych osób, czasem nawet tych zupełnie obcych, z powodu najzwyczajniejszej w świecie szczerej chęci pomocy. A tymczasem co spotkało mnie w ciężkiej sytuacji, kiedy to właśnie ja potrzebowałem pomocy? Znieczulica. Wszędzie wokół. Coraz większa, coraz szersza i niestety coraz okrutniejsza. Oby w te święta udało się ją wytępić w całości...
Jak każdym świętom, także i tym towarzyszy przedświąteczna gorączka. W galeriach handlowych szał na całego. Ludzie biegają za wszystkim i za niczym. Jedni skrupulatnie skreślają z list nazwy odwiedzonych miejsc lub zakupionych prezentów, inni biegają zupełnie na oślep zastanawiając się, co jeszcze powinni zrobić lub dokąd powinni się udać. Ciekawe jest to, że w tym tłumie bezwzględnych zombie udaje się też znaleźć ludzi zupełnie obojętnych na to, co nadchodzi. Para pijanych i cuchnących na kilometr bezdomnych staruszków, którzy z anielską cierpliwością przeszukują kosze na śmieci w poszukiwaniu resztek jedzenia lub niedopałków. Kilkumiesięczne dziecko niesione przez matkę na rękach, które z ciekawskim spojrzeniem rozgląda się wokół i zastanawia się, za czym ci wszyscy ludzie tak biegają. Wreszcie cały zabandażowany młody chłopak, który z ostatkiem sił przemierza o kulach najwyższe piętro Galerii Krakowskiej i z jakąś pustką w oczach wpatruje się w ubrane kolorowo choinki. Może ma świadomość, że już więcej ich nie zobaczy? Co ciekawe, takich typów nikt z pogrążonych w świątecznej gorączce ludzi nie dostrzega. Co gorsza, niektórzy traktują ich jak powietrze. Scena na dworcu, kiedy niewidomy mężczyzna prosi mijających go ludzi o pomoc przy wyjściu z pociągu, a wszyscy go ignorują, chyba na zawsze pozostanie mi w pamięci. Oczywiście natychmiast pospieszyłem mu z pomocą i nawet pomogłem mu dojść na dworzec PKS, gdzie, jak on to powiedział "czekają inne takie kaleki jak on, bo wybierają się na wspólny wyjazd do Zawoi". Nie chcę się tu chwalić, jak bardzo empatyczny jestem (pomimo tej chorej znieczulicy, która także i mnie ostatnio dosięgła!) - po prostu w trakcie tej krótkiej rozmowy dowiedziałem się, jak bardzo nasz kraj jest nieprzystosowany dla osób chorych i kalekich. Jakby na przekór, wszystko i wszyscy są przeciwko nim. Przed niemal każdym muszą udowadniać swe kalectwo poprzez okazanie odpowiedniej sterty zaświadczeń i wykrzyczenie na głos, że są słabi i potrzebują pomocy. Czy naprawdę komukolwiek sprawia przyjemność poczucie wyższości nad niepełnosprawnymi? Chore to, chory ten kraj, prawo i ludzie. Niestety.
Tę postępującą dehumanizację widać w wielu kwestiach społecznych. Czytałem ostatnio szalenie ciekawy artykuł na temat tego, co sprawia ludziom największą przyjemność. Zatrważające, że największa część ankietowanych marzy o władzy. Ludzie chcą rządzić z naprawdę różnych przyczyn. Żeby udowodnić sobie, że potrafią. Żeby pokazać innym, że są kimś lepszym i że mają wpływy. I że czasem wystarczy ich jedno kiwnięcie palcem, aby kogoś zniszczyć, zatem należy się ich bać. Żeby móc osiągnąć zamierzone cele, żeby móc się na kimś zemścić. I co najważniejsze, żeby mieć pod sobą armię drżących sługów. Szokujące, skąd w nas wszystkich tak niskie poczucie własnej wartości. Albo z drugiej strony, skąd takie wysokie? Dokąd zmierza to wszystko, skoro tak wielką przyjemność sprawia ludziom sprawowanie kontroli nad innymi? W sumie treść artykułu i wyniki prowadzonych badań doskonale znajdują swoje odzwierciedlenie w dzisiejszych mediach. W niemal każdym talent show stojąca na środku sceny "jednostka" skazuje się na ostre i niejednokrotnie bardzo niesprawiedliwe oceny przez jakieś "święte" jury, który w dodatku dostaje kupę forsy za to, że szydzi, obraża i ośmieli się powiedzieć na wizji niecenzuralne słowa. Oczywiście ostatecznie o wygranej zdecydują ludzie, którzy wcześniej każdego zmieszają z błotem na byle jakim portalu lub forum internetowym. Anonimowo, rzecz jasna. Do dziś zastanawiam się, dlaczego tak mało osób odpowiedziało, że przyjemność sprawia im bycie zdrowym, spędzanie czasu z przyjaciółmi lub poświęcanie się swoim pasjom, mniejszym lub większym.
Mam bardzo wiele refleksji związanych z tymi świętami, także religijnych, ale nie chcę zanudzać. To wszystko, o czym wyżej napisałem, wyraźnie pokazuje, że świat wcale nie jest tak kolorowy, jak może się wydawać. I uwierzcie mi, te czy inne święta wcale tego nie zmienią. Ale czy jest to powód, dla którego należałoby z tych świąt zrezygnować lub się od nich odciąć? Absolutnie nie. Bo choć nikt nie jest w stanie zmienić się przez te trzy dni świąt, to przecież warto spróbować. Święta Bożego Narodzenia posiadają swoją magię i absolutnie każdy musi się z tym zgodzić. Kolendy wzruszają nawet największego ważniaka. Wigilia to najlepszy czas do rodzinnego spotkania, pojednania. Wreszcie jest czas na długie rozmowy, na jedzenie pyszności, na spełnienie najbliższym radości poprzez kupno jakiegoś drobiazgu i włożenie go w kolorowe pudełko... Z pewnością to także czas zadumy, chwila własnej refleksji i poświęcenie choć odrobiny czasu na prywatną rozmowę z Bogiem. Należy jednak pamiętać, żeby w tej wielkiej radości nie zapominać o tych, którzy nie mają tego szczęścia z kim dzielić. Odrobina empatii i ludzkiej życzliwości wystarczy, nic więcej.
Kochani, życzę Wam wesołych świąt Bożego Narodzenia. Niech będą absolutnie wyjątkowe!
Życzę Wam, abyście umieli patrzeć i dostrzegać to, co czasem niewidoczne.
Abyście potrafili słuchać i abyście zawsze umieli dosłyszeć to, co potrzeba.
Abyście potrafili myśleć i wypowiadać to na głos, bo tylko dzięki temu nie będziecie nijacy.
Abyście potrafili odczuwać i czuć. I nawet jeśli ciężko przychodzi Wam rozmawianie o tym, w te święta zróbcie wyjątek.
A Nowy Rok 2013 niech będzie dla nas wszystkich najszczęśliwszy! Chociaż o to chyba nie musimy się jakoś szczególnie obawiać. Skoro przeżyliśmy kolejny koniec świata, to chyba nic nas nie zabije ;)ps: a ja, pomimo tej chorej znieczulicy, w ludzi wierzyć jednak nie przestanę! ;)
