niedziela, 25 marca 2012

Co skrywasz i jaki jesteś naprawdę, czyli zabawy w psychologa ciąg dalszy...


     Ostatnio zawładnęła mną psychologia. Naprawdę. I to na całego. Z pewnością jest to wynikiem uczęszczania na niezwykle ciekawe wykłady z tego przedmiotu. Nie raz w swym życiu słyszałem od innych ludzi, że "całkiem dobry ze mnie psycholog", że potrafię być dobrym słuchaczem i służyć dobrą radą. Co więcej, ludzie, ich różnorodność i motywy postępowania od zawsze mnie fascynowały. Kto wie, może minąłem się z powołaniem? Biotechnologia jest równie ciekawa, fascynująca i wciąż niepoznana, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że nigdy do końca nie uda mi się jej okiełznać. A jedną z cech mojego charakteru jest to, że lubię mieć kontrolę nad tym, co robię. Z drugiej strony, zawsze najbardziej interesowało mnie to, co niedostępne, tajemnicze i nieodkryte, czyli dokładnie to, nad czym nie można mieć kontroli. Złośliwa ironia losu. Stąd też moja wielka fascynacja filmami psychologicznymi, a właściwie - wnikając głębiej - tzw. mind-fuck'ami. Nienawidzę, kiedy zakończenie filmu wszystko i bezlitośnie obnaża, wyjaśnia. Uwielbiam natomiast, kiedy po obejrzeniu mogę jeszcze przez kilka godzin myśleć, analizować, tworzyć alternatywne zakończenia. Jeśli ktoś ma podobne upodobania, gorąco polecam wszystkie filmy Lyncha. Niektóre wręcz "ryją banię", ale właśnie taki ich urok. Z wielką chęcią podyskutowałbym z kimś o dziełach tego wielkiego i wciąż niedoścignionego reżysera. No ale wracając do psychologii... Chciałbym w tej notce podzielić się z Wami tym, co szczególnie mnie zainteresowało i skłoniło do poszperania w necie w celu znalezienia więcej. I więcej, i więcej. I jeszcze więcej.
     Może zacznę od Salomona Szereszewskiego, jednego z najsłynniejszych mnemonistów. Cechował się on fenomenalną pamięcią. Może zacytuję wikipedię: "Potrafił bezbłędnie powtarzać dowolnie długie listy słów i liczb. Mógł je odtwarzać potem w dowolnej kolejności – od przodu równie łatwo jak od tyłu, jeśli powiedziano mu jakąś liczbę z listy, potrafił od razu przypomnieć sobie wszystkie sąsiadujące z nią. Nie popełniał przy tym żadnych błędów. Także po wielu latach – np. 15 czy 20 – odtwarzał dowolną, wcześniej zapamiętaną listę bezbłędnie. (przypominał sobie również moment, w którym zapamiętywał dany ciąg liczb, pozycje i ubiór badacza itp.) Podobnie było z ciągami słów a także np. tekstami w obcych językach". A wszystko dzięki wrodzonej synestezji, czyli zdolności do odczuwania przeróżnych wrażeń w odpowiedzi na jeden bodziec, tzn. widząc np. jakąś liczbę, odbierał on jednocześnie wrażenia słuchowe, smakowe czy dotykowe (np. cyfra 1 była dla niego wyniosłym mężczyzną). Z jego osobą związanych jest mnóstwo ciekawych anegdot, ale nie chcę tutaj cytować całej wikipedii. Oczywiście Szereszewski nie rozumiał, dlaczego jest taki wyjątkowy. Nie docierało do niego, że inni nie posiadają tak cudownej pamięci. Czytając o jego nieprzeciętnych zdolnościach wydawać się może, że musiał mieć cudowne życie. Ale zastanówmy się wszyscy, czy na pewno chcielibyśmy do końca swego życia pamiętać o wszystkich naszych potknięciach, niepowodzeniach i chwilach pełnych bólu czy smutku? Ja z pewnością bym nie chciał. Jak można się domyślać, Szereszewski nie skończył dobrze. Zakończył swe życie w szpitalu psychiatrycznym, bo nie mógł poradzić sobie z samym sobą. Lekarstwem mogło być jedynie dla niego nauczenie się umiejętności zapominania. A tego niestety nie potrafił...
     Kolejny temat, który niezwykle mnie zainteresował to eksperyment Zimbardo przeprowadzony w piwnicach uniwersytetu Stanford. Jego celem było zbadanie reakcji studentów "bawiących się" w symulację życia w więzieniu. Grupę studentów podzielono na więźniów i pilnujących ich klawiszy. Efekty były nieprzewidywalne. Wszyscy tak bardzo wcielili się w swoje role i uwolnili ukryte w swej psychice demony, że eksperyment musiał zostać przerwany. Trzeba przyznać, że był on bardzo kontrowersyjny, a nawet niemoralny (strażnicy zaczęli nawet zmuszać więźniów do ogrywania aktów seksualnych). Zimbardo udowodnił, jak wielki wpływ ma otoczenie na ludzi, którzy są dla siebie kompletnie anonimowi i których nie łączą ze sobą żadne więzy. Dowiódł swej tezy, że każdy z nas przyjmuje w codziennym życiu rolę oprawcy lub ofiary. Wszyscy uczestnicy zostali po eksperymencie poddani odpowiedniej psychoterapii, na której wytłumaczono im dokładnie, czego byli uczestnikami. Dzięki temu nie zaobserwowano też w późniejszym czasie negatywnego wpływu całego badania na ich dalsze życie. Zainteresowanych odsyłam do książki Zimbardo "Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?" oraz do filmu "Eksperyment". Na mnie jedno i drugie zrobiły ogromne wrażenie.
     No a na sam koniec kilka słów o osobowości i temperamencie. Dotychczas nie wierzyłem we wszelkiego rodzaju psychotesty, które na podstawie kilku odpowiedzi na szablonowe pytania miały ukazać mi, jaki jestem. Aż do teraz. Na zajęciach wykonałem test temperamentu Le Senne'a i byłem naprawdę w szoku. Nie tylko dlatego, że udzielone przeze mnie odpowiedzi dały kształt wykresu idealnego z tym przedstawionym w książce, ale przede wszystkim dlatego, że opis mu odpowiadający pokrył się w zupełności z tym, jaka jest prawda. Pierwszy raz od dawna poczułem się naprawdę dziwnie. Tak, jakby ktoś wniknął w moją psychikę i odkrył wszystkie karty. Jakby poznał mnie na wylot, wiedział o mnie wszystko. Nie napiszę tu o wyniku mojego testu, bo nie chcę, aby wszyscy wiedzieli, jaki jestem naprawdę, przede wszystkim tam w środku ;) Test jest bardzo prosty do wykonania. Z pewnością nie jest też idealny, ale w moim przypadku sprawdziło się w zupełności. Dlatego też gorąco polecam. Wykonałem też projekcyjny test "drzewa" (o nim też możecie przeczytać na wielu portalach internetowych) i muszę przyznać, że dał mi on sporo do myślenia. Nie chodzi tu tylko o mnie samego, ale też o fakt, co myślą o mnie (a właściwie o moim drzewie :P) inni, czyt. osoby, które w ogóle mnie nie znają. Akurat ten test jest tylko uzupełnieniem i nie daje rzetelnej odpowiedzi na wszystko, ale myślę, że warto mu się przyjrzeć choćby z czystej ciekawości.
     To tylko kilka przykładów z tego, co szczególnie mnie zainteresowało. Miałem zamiar napisać jeszcze o Freudzie i jego teorii, o nurtach w psychologii, które szczególnie mnie zafascynowały, o ulubionych filmach psychologicznych, ale nie chcę przynudzać (już pewnie cała ta notka wydaje się Wam szalenie nudna, o ile w ogóle dotarliście do tego miejsca ;p). Przytoczyłem te wszystkie historie, aby po raz kolejny ukazać sobie i innym, jak ogromnie różni wszyscy jesteśmy. Kolorowi. Nieodgadnieni. Ukryci za samodzielnie wytworzonymi maskami. Od zawsze uważałem to za coś pięknego, a teraz jeszcze bardziej upewniłem się w swym przekonaniu. Dlatego też nie oceniajmy na zapas i nie krytykujmy czegoś tylko dlatego, że jest nam obce. Dawajmy szansę temu, co nowe i otwierajmy się na innych. Bo tylko dzięki temu nasze życie może stać się jeszcze bardziej kolorowe. Ja na przykład nie sądziłem, że zwykłe zajęcia z psychologii (uważanej przez większość za coś naprawdę nudneeeego) wniosą do mojego życia tyle nowych barw i jeszcze więcej ich odcieni. Wow, patetyczna mi ta puenta wyszła. Ale niech już będzie ;) I jeśli ktoś może mi polecić jakąś ciekawą książkę psychologiczną (tudzież serial/film), bardzo o to proszę w komentarzach. Będę niezmiernie wdzięczny.

A co poza tym? Powrót na weekend do domu. Piękna, słoneczna pogoda. Dużo radości. Mnóstwo śmiechu. Jeszcze więcej długich rozmów z najbliższymi, po których aż ochrypłem. I galeria handlowa (kto, do jasnej cholery, je wymyślił i dlaczego muszą być AŻ TAK duże?!). Całe szczęście, że było warto i że zakupy jak najbardziej udane.

A na sam koniec trochę romantyczniejsza nutka dzisiaj. Bo tak jakoś dzisiaj już mam. I kropka.


1 komentarz:

  1. P. od zawsze powtarzałem Ci że psychologia to coś dla Ciebie!!! pozdrowienia od bardzo starego przyjaciela, któremu nie raz pomogłeś ;-)

    OdpowiedzUsuń