Zastanawiające, nigdy nie wiadome jest to, w jakiej sytuacji postawi nas los. Jest w tym odrobina jakiejś magii, bo przecież to co wyskoczy nagle zza rogu lub spadnie na nas niczym "prosto z nieba", może być naprawdę przyjemne i rozwijające. Na ogół mamy jednak zwyczaj głupiego generalizowania i utwierdzania nie tylko samych siebie, lecz także wszystkich dookoła, że "los się na nas uwziął". A przecież nikt tak naprawdę nie wie, jakie jest jego przeznaczenie. Sami kierujemy swym życiem, sami obieramy odpowiedni kurs na nie i przecież w każdej chwili możemy go zmienić. I właśnie najciekawsze jest to, że czasem znajdujemy się w sytuacji, jakiej kompletnie nie planowaliśmy. Z takich spontanicznych sytuacji można jednak wyciągnąć wiele ciekawych wniosków. Ja sam znalazłem się ostatnio w zupełnie nowej dla mnie sytuacji. Jako uczestnik kursu pedagogicznego musiałem przeprowadzić kilka lekcji chemii z uczniami gimnazjum, czyli stanąłem z tej drugiej strony tablicy. Było bez wątpienia ciekawie i pouczająco. Jednocześnie cała ta sytuacja pozwoliła mi spojrzeć na całą moją ścieżkę edukacyjną (a właściwie na moich pedagogów) z zupełnie nowym, świeżym spojrzeniem. No, ale o tym później. Tak więc dziś o wynikach badania codzienności prosto spod tablicy ;)
Uwierzcie mi, z tej drugiej strony naprawdę wszystko widać! Absolutnie wszystko! Już po jakichś pięciu minutach można łatwo zorientować się, kto zajmuje jaką pozycję w klasowej, a być może nawet i w szkolnej hierarchii. Widać sympatie i antypatie, długie spojrzenia wynikające zarówno z pierwszych młodzieńczych zauroczeń, jak i ze zwykłej zazdrości lub złości, które przecież nikomu z nas nie są obce. Widać, kto błądzi myślami po księżycu, a kto jest naprawdę zainteresowany i żądny wiedzy. No i naprawdę widać, kiedy ktoś ściąga! ;) Jeśli więc do tej pory sądziliście, że byliście w szkole mistrzami ściągania, to zapewniam Was, że w dużej mierze tytuł ten zawdzięczacie przychylnemu oku nauczyciela. Miałem wątpliwą przyjemność przeprowadzenia i sprawdzenia sprawdzianu, tak więc byłem naocznym świadkiem prób ściągania. I widząc te szybkie i ukradkowe spojrzenia, a to na mnie jako ich opiekuna, a to na kartkę z odpowiedziami kolegi siedzącego obok, po prostu chciało mi się śmiać. Więcej doświadczeń zdołałem jednak zdobyć prowadząc lekcje. Otóż w jednej chwili to ja sam musiałem zapanować nad grupką niemal dwudziestu nieznanych mi gimnazjalistów, którzy już od pierwszej sekundy po wejściu do sali lekcyjnej, patrzyli na mnie z wielką nieufnością i jednoczesnym zainteresowaniem. I właśnie w tym jednym jedynym momencie zdałem sobie sprawę, co to znaczy być nauczycielem. Każda z tych dwudziestu osób śledzi niemal każdy twój ruch i uważnie przysłuchuje się każdemu twemu słowu. Co więcej, nie raz pozwala sobie na bardzo krytyczne i odważne komentarze pod kątem twojej osoby. A ty musisz wciąż zachowywać zimną krew, być osobą przyjazną, godną zaufania i jednocześnie surową oraz pilnującą porządku. Miałem to szczęście, że trafiłem na grupkę naprawdę fajnych młodych ludzi, którzy po pierwszych dziesięciu minutach kompletnego milczenia i braku reakcji na to, co staram im się przekazać, zaczęli w końcu ze mną współpracować. Współpraca zaowocowała nawet kilkoma bardzo dobrymi ocenami z aktywności. Co prawda, kwestia sprawdzianu nie była już taka kolorowa, ale nie o tym chcę tu pisać. Pragnę zwrócić uwagę na to, aby każdy z nas chociaż czasami starał się postawić w sytuacji drugiego człowieka. Ja po tych kilku godzinach praktyki w szkole rozumiem już prośby nauczyciela lub wykładowcy o to, aby w trakcie wykładu nie rozmawiać i uważać, bo to naprawdę przeszkadza, rozprasza i deprymuje. No ale nie o samą szkołę tu chodzi. W naszym codziennym życiu wiele jest sytuacji, w których wyśmiewamy lub szydzimy z zachowania innych nie wiedząc, że być może wkrótce to nam przyjdzie postawić się w ich sytuacji i zmierzyć z podobnymi zadaniami. Mam tu na myśli różnego rodzaju sprzedawców, ankieterów czy choćby prezesów, szefów. Może kiedy dzwoni do nas obsługa sieci warto jednak na spokojnie oznajmić, że nie interesuje nas nowa oferta, zamiast rzucać wyzwiskami i okazywać złość? W końcu po drugiej stronie telefonu znajduje się osoba podobna do każdego z nas, która po prostu wykonuje zlecone zadania. Naprawdę, myślenie i odrobina empatii nie boli, a może zaoszczędzić nam wielu stresów i problemów.
Cała ta szkolna zabawa w pedagoga pozwoliła mi też zwrócić uwagę na to, jaki owy pedagog powinien być. Kiedy wracam wspomnieniami do niektórych wydarzeń z moich szkół, nie raz włos mi się na głowie jeży. Rzeczywiście, bardzo często to uczniowie są tymi gorszymi i utrudniają prowadzenie lekcji oraz po prostu przeszkadzają. Zdarza się jednak i tak, że to nauczyciele mają o sobie zbyt wysokie mniemanie i najzwyczajniej w świecie nie potrafią pełnić wyznaczonej roli, czyli wychowywać. Dla mnie aspekt wychowywania jest nierozłączny z szacunkiem dla drugiego człowieka. Właśnie w ten sposób wychowali mnie rodzice - zawsze traktowali mnie jako równorzędnego partnera, potrafili ze mną rozmawiać i przede wszystkim zawsze chcieli mnie wysłuchać. Myślę (mam nadzieję?), że uniknęli przy tym efektu rozpieszczenia, który jest coraz częściej obserwowany u młodych rodzin. Właśnie dzięki takiemu traktowaniu przez rodziców ja sam też potrafię rozmawiać, słuchać i nienawidzę z góry oceniać (w ogóle sądzę, że przypinanie komuś jakichkolwiek "łatek" jest jedną z najbardziej krzywdzących rzeczy). I sądzę, że bez szacunku dla drugiego człowieka nie może być mowy o jakimkolwiek nauczaniu czy pedagogice. Bo czy pedagogiem może siebie nazwać osoba, która na forum całej klasy pyta ucznia w okularach o to, jak bardzo jest ślepy? Albo która każe się do siebie zwracać per "pani profesor" (mimo tytułu magistra) twierdząc, że ze stwierdzeniem "proszę pani" można się udać jedynie do pani sprzątaczki? Czy pedagogiem powinna być osoba, która z powodów osobistych traktuje wybranego ucznia inaczej od wszystkich, odbiegając już od tego, czy go wychwala pod niebiosa, czy obniża jego poczucie własnej wartości wciąż starając mu się udowodnić, że do niczego się nie nadaje? Wreszcie, czy pedagogiem powinna być osoba, która własne niepowodzenia wychowawcze lub problemy emocjonalne przelewa na swych uczniów? Zdecydowanie nie... Wszystkie podane przeze mnie powyżej przykłady pochodzą z życia codziennego, z życia mojego i moich znajomych. Zastanawiające, że dopiero z wiekiem i z osiągnięciem dojrzałości dociera do człowieka, w jak podły sposób był nieraz traktowany... A czy może być coś gorszego niż upokorzenia na tle całej klasy w wieku, w którym człowiek się rozwija i szuka swojej przynależności, swojego miejsca? Czasy bicia linijką po łapach czy stania w kątach odeszły w niepamięć, zatem najwyższa pora, aby niezdolni mentalnie, a wręcz śmiem stwierdzić, iż mentalnie upośledzeni nauczyciele także odeszli do lamusa. To nie jest średniowiecze i ciemnogród, ale coraz bardziej otwarty i świadomy społecznie świat. Dzisiejsze dzieciaki ze szkoły podstawowej czy gimnazjum w żaden sposób nie przypominają tych z moich czasów. Każde z nich jest przekonane, że ma rację, że jego zdanie jest ważne i że należy się z nim liczyć. I bez wątpienia żadne z nich nie pozwoli sobie na podłe traktowanie przez nauczycieli. Oczywiście pośród wielu wad (zbyt wysokie mniemanie o sobie szóstoklasisty nie jest wcale niczym dobrym!), ma to zalety. Rządy niektórych pseudo-pedagogów zakończą się raz na zawsze, a mnie jako osobę dręczoną kiedyś przez nauczyciela z powodów czysto osobistych (pomimo, nie chwaląc się, naprawdę dobrych wyników w nauce) ogromnie to cieszy. Całe szczęście, że na swej drodze spotkałem w przeważającej ilości tych normalnych nauczycieli, sprawiedliwych, nieprzypinających "łatek" i traktujących uczniów z szacunkiem. Ufff, koniec tej mini-spowiedzi.
Suma summarum, bądźmy po prostu ludźmi. Otwartymi na innych ludzi. Potrafiącymi słuchać i mówić o tym, czego pragniemy i co nas boli. Nie tkwijmy biernie w miejscu, w bezruchu, sądząc, że w końcu będzie lepiej. Nie pozwalajmy się krzywdzić, bądźmy sobą i przede wszystkim dążmy do tego, aby cieszyć się z każdego dnia. Bo tylko dzięki prostemu przekazowi, czyli mówieniu wprost, możemy być naprawdę szczęśliwi. Tak jak obecnie jestem ja :)
Na sam koniec tradycyjnie już miła pioseneczka i prośba do moich bliskich znajomych, którzy znają z przeszłości przytoczone przeze mnie przykłady o to, aby w ewentualnych komentarzach powstrzymać się jednak od rzucania nazwiskami ;) I oczywiście komentujcie! Może sami też macie jakieś historie, jakimi chcecie się podzielić? :)

Chyba każdy ma takiego nauczyciela, który kiedyś jak to się mówi, uwziął się na niego. Ale że Ty taki prymus też takiego miałeś? Ciekawe kto to był ;p
OdpowiedzUsuńA ja wiem, a ja wiem ;D;D będziesz nauczycielem P?
OdpowiedzUsuńKurs pedagogiczny robię dodatkowo ;) nie planuję kariery nauczyciela, ale nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy :)
UsuńP. a ja wciąż pamiętam, jak tłumaczyłeś mi chemię na 1 roku studiów, na chwilę przed rozpoczęciem laborek z doskonale znanym wszystkim biotechnologom z UR duetem Z&P.
OdpowiedzUsuńps: pozdrowienia dla wszystkich biotechowców którzy czasem tu zaglądają
Ja też się przyłączam do pozdrowień :P
UsuńChociaż nie jestem aż tak Ty zapaloną kinomanką (wręcz mam duże braki w tej dziedzinie;P)to muszę przyznać, że całkiem przyjemnie się czyta, to co piszesz;)aczkolwiek styl masz jak na mój gust bardzo taki no wiesz kwiecisty. Interesujące jest twoje spojrzenie na ludzi - wzruszył mnie wpis z 10 maja:) problem każdego- ocenianie po pozorach.Życzę dalej odwagi w wyrażaniu swoich myśli :) Ewa
UsuńBardzo dziękuję i zachęcam do kolejnych odwiedzin w przyszłości :) Pozdrawiam.
Usuń